Jak wyjazdy zagraniczne wpływają na organizm człowieka. Na plus czy na minus?
Wyjazd za granicę to dla organizmu nie tylko relaks, ale i ogromny wysiłek. Sprawdź, na czym ciało zyskuje, a na czym traci podczas podróży.
Wyjazd za granicę to dla nas czysty odpoczynek, a dla organizmu jest serią zmian, do których musi się szybko dostosować. Inna strefa czasowa rozregulowuje harmonogram dnia, suche powietrze w samolocie wysusza śluzówki, a nowa woda oraz nieznane jedzenie to czynniki, które wystawiają układ trawienny na kontakt z obcymi bakteriami. Z drugiej strony oderwanie od codziennej rutyny obniża napięcie, więcej ruchu i słońca poprawia kondycję, a nowe otoczenie pobudza umysł. Pytanie brzmi, czy takie wyjazdy są bardziej na plus czy może na minus. Sprawdźmy, jak zmienia się ciało podczas podróży i po niej oraz jak ograniczyć koszty adaptacji, żeby wypoczynek nie zamienił się w katorgę.
Co dzieje się z organizmem podczas podróży
Podczas długiego lotu organizm mierzy się z kilkoma obciążeniami naraz. Powietrze w kabinie jest bardzo suche, ponieważ wilgotność spada nawet poniżej 20 procent, więc gardło, nos i skóra szybko się przesusza. Ciśnienie jest adekwatne do przebywania na wysokości około 2000 metrów, dlatego do krwi trafia mniej tlenu, a to z kolei jest samo w sobie męczące. Wielogodzinne siedzenie spowalnia krążenie w nogach i zwiększa ryzyko zakrzepów. Przy zmianie stref czasowych rozstraja się też zegar biologiczny, a jego dostrojenie zajmuje około jednej doby na każdą przekroczoną strefę.
Układ trawienny i kontakt z nową florą bakteryjną
Przewód pokarmowy jest przyzwyczajony do domowej wody oraz lokalnych bakterii, dlatego w nowym miejscu musi poradzić sobie z obcymi szczepami. Najczęstszym problemem jest biegunka podróżnych. Dotyka ona od 30 do 70 procent osób w regionach z niższym standardem sanitarnym. Odpowiadają za nią głównie bakterie z zanieczyszczonej wody oraz jedzenia, najczęściej pałeczki E. coli. Objawy pojawiają się w pierwszych dniach wyjazdu i trwają przeważnie od dwóch do czterech dni. Ryzyko podnoszą kostki lodu, surowe warzywa, nieobrane owoce oraz potrawy z ulicznych straganów.

Co wyjazd daje organizmowi na plus
Taki wyjazd ma też mnóstwo zalet. Oderwanie od rzeczywistości i codziennych obowiązków obniża poziom kortyzolu, czyli głównego hormonu stresu, a spokojniejsza głowa przekłada się na lepszy sen oraz nastrój. Zwiedzanie to nic innego jak więcej ruchu, bo turysta, nawet ten w nienajlepszej formie robi z łatwością 10-15 tysięcy kroków dziennie i spala przy tym dodatkowe kalorie. Więcej czasu na słońcu pobudza skórę do produkcji witaminy D, a ta z kolei jest potrzebna dla kości oraz odporności. Do tego dochodzi porcja nowych przeżyć. Odświeżają one umysł i wspierają regenerację psychiczną.
Jak ograniczyć koszty adaptacji
Koszty adaptacji da się mocno obniżyć. Podczas lotu warto pić regularnie wodę i ograniczyć alkohol, ponieważ działa on odwadniająco. Co godzinę najlepiej wstać, rozprostować nogi i napiąć łydki, aby pobudzić krążenie. Zegar biologiczny łatwiej się przestawia, gdy kilka dni przed wyjazdem przesuwa się porę snu o godzinę w stronę nowej strefy, a na miejscu szuka porannego światła. W miejscach, w których bezpieczeństwo wody i standardy sanitarne są niepewne, bezpieczniejsza jest fabrycznie zamknięta woda butelkowana oraz dokładnie ugotowane posiłki podawane na gorąco. Ostrożność powinny zachować dzieci, seniorzy oraz osoby przewlekle chore.
U większości zdrowych osób taki wyjazd jest mocno na plus. Odpoczynek dla głowy, więcej ruchu i słońca to coś, czego nie kupi się za żadne pieniądze, mimo że organizm podczas samej podróży mocno się męczy. To zmęczenie jest krótkotrwałe, a dobre przygotowanie mocno go obniża. Regularne picie wody, spokojne przestawianie snu i rozwaga przy jedzeniu przeważnie wystarczy, aby wyjazd przyniósł więcej korzyści niż kłopotów.
